niedziela, 13 grudnia 2015

Rozdział 9 "Ubierz się w tej chwili.."

10 KOMENTARZY= NASTĘPNY ROZDZIAŁ!!!
(przeczytaj notkę pod rozdziałem)


Pov. Rose

Wstać, przeżyć, pójść spać. Niby łatwo. Gdyby nie to, że muszę okłamać Nicka i rozglądać się do o koła czy czasem mnie ktoś nie chce zadźgać nożem. Nadal żyje z nadzieją, że to wszystko to jeden pierdolony żart. Bo co ja zrobiłam człowiekowi, że ma ochotę mnie zabić. W sumie ochota przerodziła się w coś do zrealizowania. Rozmawiałam wczoraj długo o tym z Justinem. Wyjaśnił mi, że naprawdę muszę uważać. Za każdym razem unikał tematu skąd tak dużo wie. Próbowałam się dopytywać, ale on zawsze mówił, że mamy skończyć temat lub, że wie z plotek i ma kilku kolegów co zajmują się „brudną robotą”. Czemu mu nie wierze? Rozmawialiśmy po tym jak się uspokoiłam około trzydzieści minut. Musiałam to sobie sama ułożyć w głowie, więc powiedziałam mu, że muszę się uczyć i poszedł. Każdy wydany dźwięk przez skrzypiące drzwi czy schody powodował u mnie zawał, a każdy włos stawał, oblewały mnie zimne poty. Słuchałam muzyki, uczyłam się, próbowałam wszystkiego. Ciągle słyszałam stukanie. Po chwili stało się to irytujące, ale jeżeli chodzi o ten „wierszyk”, groźbę dołączoną do róży to mam się jeszcze cieszyć życiem. Róża nie ma jednego płatka. Może to dość pesymistyczne lecz nie uważam, że istnieją jakieś cuda.

 Czekając aż winda łaskawie zwiezie mnie na parter budynku w którym mieszkam wyciągnęłam swój ulubiony arbuzowy błyszczyk i posmarowałam nim usta. Dostałam wiadomość od Nicka, że będzie na mnie czekał 7:45. Sprawdziłam zegarek 7:42. Przyjdzie tu za około trzy minuty. Przynajmniej mam taką nadzieję. Kiedy drzwi windy otworzyły się na pierwszym piętrze do środka wszedł mężczyzna. Wysoki, brunet, niebieskie oczy otoczone gęstą kurtyną ciemnych rzęs, lekki zarost. Był ubrany w garnitur, a jego perfumy wypełniły całą windę. Nigdy go wcześniej nie widziałam. Był bardzo przystojny jak na mój gust. Wyglądał na dwadzieścia pięć lat nie więcej, nie mniej. Nie musiał ściągać z siebie koszuli na pierwszy rzut oka można zobaczyć, że mężczyzna jest umięśniony co pokazywały jego szerokie barki. Odwróciłam wzrok od niebieskookiego czując, że na mojej twarzy zaraz pojawi się na obu policzkach rumieniec w kolorze soczystej truskawki. On miał inne plany i czułam wciąż na sobie jego palące spojrzenie. Wypalało mnie po kawałku od stóp do czubka głowy. Ze zdenerwowania zaczęłam szukać nieokreślonej rzeczy w torbie. W tym czasie winda zatrzymała się na parterze. Drzwi się rozsunęły, a ja w mgnieniu oka zanim się otworzyły do końca byłam już w połowie drogi holu nadal szukając czegoś bez sensu w czarnej torbie. Parter był długi, ale dość szeroki także moje ciśnienie wzrosło kiedy chłopak kilka lat młodszy przebiegł obok mnie zahaczając o mój łokieć przez co torebka mi się zsunęła. Nic z niej nie wyleciało poza parą błękitnych słuchawek. Zanim zdążyłam ukucnął po nie wyprzedziła mnie męska duża dłoń. Do moich nozdrzy dotarł zapach z windy. Czego ja mam takie szczęście? Czyt. Czego ja mam takie nie szczęście do cholery?! Z pół kucka stanęłam na równe nogi razem z brunetem.

-Dziękuję.- Powiedziałam lekko zmieszana i zawstydzona biorąc z jego otwartej dłoni słuchawki.
-Ależ nie ma za co. Tak pięknym damą zawszę służę z pomocą.-Puścił do mnie oczko po czym ruszył w kierunku wyjścia z budynku obracając w lewej dłoni kluczyki od samochodu. Nie czekałam długo wyszłam zaraz po nim. Rozejrzałam się do o koła w poszukiwaniu jasnych brązowy włosów Nicka. Nie zobaczyłam go. Zrobiłam obrót o całe 360 stopni i kiedy po raz drugi popatrzyłam w moje prawo zobaczyłam jego. Ubranego w spodnie khaki, białą koszulkę z dekoltem wyciętym w literę v, kurtkę moro i vansy w kolorze czarnym blondyna. Był oparty o maskę czarnego audi r8. Moja szczęka opadła, ale tylko w przenośni. Wpatrywałam się w niego nie robiąc ani jednego kroku w tył, czy w przód. Po prostu stałam jak zardzewiały pomnik w środku starego parku.

-No przyjdziesz tu już? Czy mam cię zaciągnąć siła?- Podniósł głos tak żebym go słyszała, a usłyszała go prawdopodobnie Europa. Ruszyłam w jego kierunku na co się uśmiechnął. Tak szczerze. Nie potrafię tego opisać. Zawsze wydaję mi się że uśmiecha się tylko i wyłącznie żeby mnie zdenerwować, a ten uśmiech był inny.-Dziękuję, że sprawiłaś, że nie musiałem brudzić rączek.-Kiedy podeszłam bliżej otworzył drzwi od strony pasażera. Stanęłam naprzeciwko niego zakładając ręce na piersi unosząc lekko brew do góry.-No wchodź, wchodź. Spóźnisz się na lekcje.

-Jestem umówiona. Nie jadę z tobą. Mogłeś mnie uprzedzić, że pobawisz się w szofera.- Wysłałam mu przesłodzony uśmiech. Chłopak zamknął drzwi oparł się o drzwi, które były przed sekundką otwarte. Założył ręce na pierś tak jak ja to zrobiłam wcześniej tylko, że on przybrał bardziej kamienny wyraz twarzy w porównaniu do mnie.

-Rozumiem, że bez zawahania chcesz popełnić samobójstwo?-Mówił, a każde słowo było stopniowo napełniane złością.-Chcesz iść? Proszę. Może to być twój ostatni spacerek.-Machnął na zachętę ręką w stronę ulicy, która prowadzi do szkoły do której uczęszczam.
 Wypuściłam ustami wstrzymany oddech. Ręce opadły mi wzdłuż ciała. Justin triumfalnie się uśmiechnął, osunął się od drzwi pasażera i otworzył je. Z moich ust wydobyło się głośne prychnięcie, ale mimo tego wsiadła grzecznie poprawiając dół sukienki aby za bardzo nie odkrywała tego co ma być zakryte. Nim się obejrzałam Bieber zasiadł obok mnie na miejscu kierowcy nadal się uśmiechając. Spojrzałam na niego pytająco na co on jedynie wzruszył ramionami. Dupek. Kiedy ruszyliśmy kątem oka zauważyłam wyłaniającą się za zakrętu sylwetkę Nicka. Od razu przyśpieszył mój oddech. Mózg zaczął mocno pracować. Mam nadzieję, że się nie przepracuje, bo mam dzisiaj dwie matematyki. Ile ja dzisiaj jeszcze razy będę musiała kłamać? Wyciągnęłam telefon wchodząc w skrzynkę wiadomości.

Do: Nick <3
Nie będzie mnie dzisiaj w szkole, źle się czuję. Przepraszam, że nie napisałam wcześniej.

Wysłane. Wraz z komunikatem, że dostarczono wiadomość uderzyłam się w czoło otwartą dłonią co przyciągnęło ciekawski wzrok Justina. Boże jestem tak bezmyślna przecież właśnie jadę do szkoły. Blondyn zatrzymując się na czerwonych światłach w środku miasta odwrócił się twarzą do mnie.

- Coś się stało?- Zapytał zerkając w stronę świateł gotowy ruszyć gdyby kolor czerwony zmieniłby się na zielony.

- Tak stało się.-Wyrzuciłam ręce w powietrze.- Proszę cię zawieź mnie gdziekolwiek tylko nie do szkoły.- Poczułam, że w moich oczach zbierają się łzy. Próbowałam z nim wygrać mrugając. Wygrywałam pod powiekami było z mrugnięcia na mrugnięcia mniej słonej cieczy mniej oznaki smutku. Chłopak wciąż był odwrócony twarzą do mnie. Nie uszło to jego uwadze zobaczył moją bezsilność. Znowu. Przyłożył dłoń do mojego policzka głaskając go kciukiem.

- Nie martw się.- Szepnął jakbyśmy byli w śród tłumu, który nas słucha, a chciałby mi przekazać informację tylko dla mnie. Z tej chwili wyrwał nas dźwięk trąbienia z tyłu. Ktoś jest bardzo niecierpliwy.
 Justin wrócił do wcześniejszej pozycji wpatrując się prosto w jezdnie. Skręcił na pierwszym skrzyżowaniu. Nigdy nie byłam w tych okolicach. Jechaliśmy już nie tak ruchliwą ulicą. Auta tu się wymijały rzadziej. Dzieci razem z mami za rączkę dążyły do szkoły.
 Mimo wiosny, zieleni do o koła towarzyszyła temu miejscu ciemność. Budynki były z ciemnych cegieł. Chodniki już nie przypominały chodników. Było na nich pełno błota, a najważniejsze było tu ciemno, ponieważ widziałam tu może dwoje ludzi jasnej karnacji. Reszta pieszych była ciemnoskóra.
 Nagle na moim kolanie poczułam dłoń Justina gładził je delikatnie. Odwróciłam głowę, która była oparta o okno w stronę blondyna. Spojrzałam na niego, a on w tym samym na mnie. Na naszych ustach pojawiły się uśmiechy. Tak mogłabym z nim przebywać. Do momentu kiedy się nie odzywa jest całkiem, całkiem do zniesienia. Oczywiście nie muszę wspominać, że jest okropnie przystojny?
 Do momentu kiedy Justin zaparkował auto na jednym z chodników przed około pięciopiętrowym budynkiem nie odzywaliśmy się już w ogóle. Wyszliśmy z samochodu ja oczywiście razem ze swoją torbą. Włożyłam ją w zgięcie nad łokciem z lekkim westchnieniem. Blondyn bez słowa podszedł do mnie i mi ją wziął.

-Kurwa co ty tam pustaki nosisz?- Powiedział rozbawiony podnosząc torebkę do góry na wysokość oczu.

-Nie pustaki. Tylko książki Justin.-Westchnęłam i ruszyłam z chłopakiem w stronę drzwi wejściowych do bloku. Przepuścił mnie w drzwiach. Oh jaki dżentelmen.

-Które piętro?- Zapytałam się zanim położyłam stopę na pierwszym stopniu.

-Czwarte.-Moja szczęka padła. No serio? Nie ma tu windy?- Wziął bym cię kochanie na rączki ale niosę twoje pustaki.
Bez słowa ruszyłam stopień po stopniu uważając aby sukienka nie podwinęła mi się ani nie uniosła. Była krótka, bo do połowy uda, zwiewna w ogóle nie przylegająca, a ja przez calutki czas czułam jak wzrok Biebera wypala mi dziurę w pośladkach. 
Na czwartym piętrze, czyli przed ostatnim wyprzedził mnie aby otworzyć drzwi kluczem. Weszłam pierwsza i ściągnęłam sandałki w przedpokoju, a skórzaną czarną kurtkę, która chyba była już zdecydowanie za ciepła na tą porę roku odwiesiłam na wieszak.

-Wiesz co?-Odwróciłam się twarzą do niego zdecydowanie za szybko, ponieważ włosy które dzisiaj były lekko pofalowane uderzyły w moją twarz, a jeden kosmyk został między moimi ustami. Chłopak stał oparty o framugę z jednych drzwi. Podszedł do mnie i odgarnął włosy do tyłu.- Ślicznie dziś wyglądasz.

Moje policzki natychmiast wpełzł rumieniec, aby go zasłonić zrobiłam z włosów kurtynę kiedy opuściłam głowę w dół.- Proszę cię nie komplementuj mnie. To mnie zawstydza.-Poczułam dwa palce unoszącą moją twarz. Byłam jeszcze bliżej Justina niż wcześniej. Jego oddech uciekający z uchylonych warg uderzał o moją zaróżowioną twarz od rumieńców.

-Jak mam cię nie komplementować kiedy jesteś tak ŚLICZNA?-Podkreślił ostatni wyraz. Specjalnie. Gnojek. Oberwał za to w prawe ramię krzywiąc się teatralnie z bólu. Musiałabym mieć pięść ze stali  żeby w ogóle cokolwiek poczuł.- Chodź do mnie do pokoju.-Przejechał otwartą dłonią wzdłuż mojej ręki zatrzymując się na dłoni. Zabrałam ją i zaplotłam ją razem z drugą na piersiach.- Będę grzeczny. Jeżeli tylko tego chcesz.

Jego pokój jak na dwudziestojednolatka był całkiem w porządku i miał porządek. Nie był duży. Ściany były ciemnoniebieskie, a jedna ze ścian była „goła” wyłożona jedynie czerwonymi cegłami. W rogu znajdowało się łóżko jednoosobowe przykryte czarną pościelą. Naprzeciwko niego na ścianie wisiał telewizor plazmowy. Po prawej stronie duża szafa i stolik z popielniczką.

-Napijesz się czegoś?- Chłopak rozłożył się na łóżku niszcząc równo ułożoną pościel. Nawet nie sprawiał sobie trudu i nie ściągnął butów, a ja nadal stałam w drzwiach jak sierotka Marysia. No bo co? Miałam położyć się obok niego. Nierealne marzenia.-Jakiś sok, wodę?

-Soku.- Wymusiłam uśmiech. Kiedy chłopak wyszedł z pomieszczenia od razu zmienił się on dosłownie w podkuwkę. Jak ja mam wyjaśnić Nickowi swoje zachowanie? Poszłam dzisiaj po raz drugi na wagary. Jestem pewna, że moja wychowawczyni pani Brown, która nigdy mnie nie lubiła, a przynajmniej takie wrażenie odnosiłam doniesie mojej mamie. Wtedy to ja umrę przyśpieszoną śmiercią. Tym razem była moja kolej. Rzuciłam się na jego łóżko. Poprawiłam pod głową poduszkę i grzecznie czekałam aż mi przyniesie sok.

-Proszę blondi.- Wyciągnął rękę ze szklanką pełną soku. Usiadłam prosto biorąc ją do ręki uważnie, aby nie wylać ani kropelki na swoje ubranie.

-Nie mów tak do mnie.- Chłopak usiadł na skraju łóżka. Był zapatrzony w ekran swojego telefonu.
-Jak mam nie mówić?- Zapytał zaskoczony. Czy on ma sklerozę?

-No „ Blondi” do cholery!- Wyrzuciłam jedną rękę w powietrze co jedynie go rozbawiło.

- A no. Czemu?- Drażnił się debil. On tego kiedyś pożałuje przysięgam.

-Bo to mi bardziej pasuję do pustej blondynki.

-Dobrze blondi.- Teraz to mi podniósł ciśnienie gnojek.

-Jesteś hipokrytą ! Jesteś blondynem!- Przypomniałam mu uderzając go w głowę psując mu przy tym jego „fryzurę”. Na czubku głowy włosy miał dość długie, więc kiedy nimi trzepnęłam wszystkie poleciały na jego czoło. Aw jak wyglądał tak uroczo. Zamknij się Rose!-Skarcił mnie głos w głowie.

-Zapłacisz za to.-Poprawił swoje włosy biorąc je z powrotem do tyłu.- Moich włosów się N I E dotyka.
Popchnął mnie na poduszki, a z mojej dłoni wyleciała szklanka. Na szczęście w czasie tej konwersacji zdążyłam wypić jej zawartość. Zaczął mnie łaskotać. Zanosiłam się śmiechem prosząc go żeby mnie zostawił. Nic nie dało go przekonać, żadne prośby. Nagle przestał i zawisł nade mną.

-Dobra, dobra. Zlituję się nad tobą za jednego buziaka.-Zrobił dramatyczną przerwę udając, że myśli. Najpierw trzeba mieć czym.- Tutaj.- Palcem wskazującym pokazał swoje pełne, w kolorze maliny usta.
 Może nie powinna, ale ta sytuacja mnie bardzo rozśmieszyła. Na początku delikatnie się uśmiechałam. Co zapewne chłopak odebrał jak potwierdzenie, ponieważ zbliżał się do mnie z dużo już większym uśmiechem. Co mnie zaskoczyło. Był on szczery. Znowu. Kiedy nasze usta dzieliły milimetry, a nasze oddechy mieszały się ze sobą wybuchłam niekontrolowanym śmiechem. Justin uniósł się lekko lecz nie za wysoko. Nadal jego łokcie były oparte po bokach mojej głowy. Z moich oczu zaczęły płynąć łzy. Czy on serio myślał, że jestem w stanie go pocałować? Kiedy opanowałam swój śmiech spojrzałam na niego. Przyglądał mi się bardzo uważnie.

-Skoro nie chcesz ten…wiesz.- Czy Justin Bieber się właśnie zawstydził?! Nie wierze.- To może coś oglądniemy?- Powiedział sięgając pilota od telewizora

-Okej.

Justin gdy włączył film położył się całkowicie bez słowa obok mnie na łóżku. Było mi niewygodnie tylko na poduszkach. Położyłam głowę na jego klatce piersiowej także bez słowa. Nie przeszkadzało mu to chyba za bardzo, ponieważ dodatkowo przyciągnął mnie do siebie jeszcze bardziej przytrzymując mnie w talii.

-Justin?- Chłopak jedynie mruknął coś pod nosem co oznaczało zapewne abym skończyła.-Serio myślałeś, że cię pocałuję?

-Może.- Powiedział z lekkim westchnięciem

Leżeliśmy już w ciszy, a ja przysłuchiwałam się cichutkich uderzeń serca Justina.

Pov.Justin

Wchodząc do auta odpaliłem końcówkę papierosa. Teraz liczył się tylko relaks. Odprowadziłem małą pod same drzwi. W domu nie będzie sama. Krzywdy jej chyba nikt nie zrobi. Niepokoił mnie jeden fakt. Kiedy „nieznajomy” dzwonił musiał nas widzieć. Jak Rose się przebiera, jak Rose chodzi w ręczniku, jak Rose śpi, jak Rose chodzi nago po pokoju, jak Rose tańczy do swojej ulubionej piosenki, skurwysyn widzi to wszystko. Zanim odpaliłem samochód wysłałem sms’a.

Kochanie zaraz będę ;) Tęsknie xx

Ruszyłem. Przemierzałem ulicami Nowego Yorku rozglądając się kiedy nie potrzebowałem skupiać się tyle na drodze. Ile pięknych pań jest ! Aż się ma ochotę jedną zaprosić do auta na pięć minut. Nie lubię wolnej jazdy. Nie tylko na ulicy, a w łóżku. No ale nie ten deseń. Moja szybka jazda po jezdni sprawiła, że w niecałe dziesięć minut byłem na miejscu. Zatrzymałem się przy kamienicy. Rozglądnąłem się do o koła zanim wyszedłem ze swojego auta. Trzeba być teraz ostrożnym.

Zatrzymując się na właściwym piętrze i przed właściwymi drzwiami. Zapukałem dwa razy, a na moich ustach od razu zawitał uśmiech. Drzwi otworzyła dziewczyna. Bez słownego przywitania wpiłem się w jej pomalowane czerwoną szminką, a powiększone kredką usta. Przyparłem dziewczynę do ściany na co jęknęła. Wiedziała jak obudzić mojego kolegę, a pokazywał to jej ubiór, a raczej jego prawie brak. Była ubrana w skąpą czarną bieliznę na to zarzuciła koszulę. Za pewne z szafy taty albo brata bo nie kojarzę żebym ja jej taką ofiarował. 
Uniosłem ją, a ona oplotła nogami mój pas. Szedłem po omacku do pokoju Emily chodź mogłem zrobić tu teraz na dywanie w przedpokoju. Całowałem jej szyje. Była wypsikana jakimiś perfumami. Zdecydowanie użyła ich za dużo. Zaprzestałem całowanie je tej części ciała bo myślałem, że się uduszę. Powróciłem do ust rozmazując jej szminkę po całej twarzy. 
Znów jęknęła, a mojemu kutasowi brakło miejsca już w spodniach. Położyłem ją na łóżku zawisając nad nią. Pociągnęła mnie za łańcuch łącząc nasze usta z powrotem. W drodze do pokoju dziewczyna zgubiła już koszulę, więc jednym szybkim ruchem rozpiąłem stanik. Emily poczuła się chyba dłużna, więc szybkim ruchem zdjęła ze mnie koszulkę zabierając się od razu do roboty przy pasku od spodni.
 Nim się obejrzałem już bez nich byłem. Usiadłem na niej okrakiem szukając spodni. Wyciągnąłem z nich portfel, a z niego prezerwatywę. Kiedy ściągałem bokserki i zakładałem zabezpieczenie przed spieprzoną przyszłością zerknąłem na dziewczynę, która patrzyła się zachłannie na mojego członka zagryzając wargę. 
Nie powiem seksownie to wyglądało. Ściągnąłem z niej majteczki i wszedł w nią. Przed moim oczami pojawiła się naga Rose. Roztrzepane włosy lekko rozchylone naturalne większe malinowe usta. Z moich ust wydobyło się warknięcie na samą myśl. Do zdrowego myślenia przywołał mnie krzyk rozkoszy Emily.
Opadłem obok cały zdyszany. Moja klatka poruszała się nie spokojnie. 
Wdech, wydech Justin. Poczułem na klatce piersiowej dwa pocałunki następnie głowę brunetki.

-Kocham Cię Justin i nigdy nie przestane.-Podniosła się lekko wspierając na łokciach, aby być na równi z moimi oczami.

-Przecież wiesz, że ja ciebie też kocham słońce.- Dziewczyna wysłała w moją stronę i zadowolona z mojej odpowiedzi znów położyła głowę na mojej piersi.

-Muszę już iść.-Wyplątałem się z jej rąk i bez słowa zacząłem naciągać na siebie bokserki, spodnie, skarpetki.

-Jak to idziesz ? Ostatnio mówiłeś, że następnym razem zostaniesz dłużej.

-Wiem. Przepraszam kochanie jestem umówiony z Mikiem.

Schodząc po schodach minąłem starszą panią może koło siedemdziesiątki.


- Ach jacyś wy jesteście zakochani. Co chwile cię widzę u Emily.- Uśmiechnęła się pokazując rząd sztucznych zębów. Prychnąłem na jej słowa i odpowiedziałem jej szybkim „Taa” i ruszyłem w stronę samochodu.


Wchodząc do baru na obrzeżach miasta od razu zauważyłem swojego przyjaciela. Siedział popijając whisky. Podszedłem do niego wolnym krokiem oglądając blondynkę na kanapie nie całe dwa metry ode mnie.

- Siema bracie.- Klepnąłem Mika po plecach, żeby zwrócić na siebie uwagę.

-No cześć.- Przywitał mnie uśmiechem od ucha do ucha. Był schlany. Ja pierdole

-Chciałeś gadać. Dawaj.- Zachęciłem kumpla do rozmowy zamawiając gestem dłoni u kelnera to samo co u kolegi w szklance.
-Bo jest sprawa.- Zaczął paplać coś pod nosem. Ledwo co rozumiałem. Już wiem jak mają przesrane kiedy to ja jestem najebany.- Stary chyba się zakochałem.

Wtedy nie wytrzymałem. Wybuchłem głośnym śmiechem. To jest tak nieprawdopodobne jak to, że jutro zacznę srać dolarami.
-Nie śmiej się kutasie.- Schował twarz w dłoniach. Aż tak źle? Ci zakochani chyba bardziej entuzjazmu pokazują, którym rzygam.- Kurwa ona ma piętnaście lat.

On dwadzieścia trzy ona piętnaście. Dwadzieścia trzy minus piętnaście to..- Stary między wami jest dziewięć lat różnicy!

-Osiem idioto!

-Spierdalaj. Chcesz mi powiedzieć, że posuwasz jakąś małolatę?- Uniosłem brwi do góry w oczekiwaniu na odpowiedź.

-Nie, nie posuwam, ale wiesz no. Uszczęśliwia mnie i te sprawy.- Kurwa on się zawstydził. Mike Rivera się zawstydził. Czy ja śnie?.- Idę do kibla.

Popijałem w ciszy swój alkohol kiedy nagle poczułem, że dostaje niezbyt ciężkim przedmiotem w głowę. Odwróciłem się i nie zobaczyłem nic poza rozmawiającymi ludźmi. Byli całkowicie zajęci swoim losem niż moim życiem czy głową. Wtedy spojrzałem w dół. Zobaczyłem papierowy samolocik. Podniosłem go prostując.

Rose pięknie wygląda w bieliźnie.

Mój puls podskoczył. Odwróciłem się gwałtownie spoglądając na każdą twarz z osobna. U każdego wypisany spokój i niezainteresowanie moją osobą. Jedynie blondynka na kanapie siedziała kręcąc na palcu swoje rozjaśnione włosy. gryzła „seksownie” gumę do żucia krzywymi zębami i przyglądała mi się uważnie. Wcześniej wydawała się ładniejsza. Podszedłem do niej szybkim pewnym krokiem.

-Widziałaś jak ktoś we mnie rzuca? Kto?- Rzuciłem w jej kierunku na jednym wydechu. Ona nadal robiła to co robiła czyli źle wyglądała.

-Nie, nie widziałam.- Już byłem w drodze do wyjścia.- Ale może pogada…

Zatrzasnąłem drzwi od baru.

Zanim wsiadłem do samochodu. Wybrałem jeden numer. Po trzech lub czterech sygnałach odebrała.

- Rose ubierz się w tej chwili
-Skąd wiesz, że…
-Skurwysyn prawdę powiedział
-Co?  O czym ty mówisz? – Usłyszałem jej spanikowany głos przez co sam spanikowałem.
-Już jadę. Ubierz się cholera!


Koniec połączenia.

***
Więc tak weszłam właśnie na bloga i wybiło 10 komentarzy pod poprzednim rozdziałem ! Dziękuję! To zależy od Was jak często będą rozdziały, wiec wystarczy, że skomentujecie bo ja rozdział zawsze mam napisany wcześniej. Mogą być nawet co dwa dni ! xd Tylko wystarczy, że zapłacicie ustaloną ilością komentarzy :D Dzisiaj notka długa no ale cóż. Zostajemy przy starej cenie.
TWITTER( SPOJLERY ITP) -> KLIK
10 KOMENTARZY= NASTĘPNY ROZDZIAŁ!
XOXO
(ps. Pan z windy jest już dodany w zakładce "bohaterowie" on też tu wsadzi swoje dwa grosze ! )

19 komentarzy:

  1. Świetny rozdział! *-* Czekam nn i pozdrawiam! :')

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. To się liczy jako jeden kom hahah przykro mi :D

      Usuń
    2. To niesprawiedliwe xDD

      Usuń
  3. Podoba mi się sposób w jaki piszesz, musisz mieć bardzo lekkie pióro i chęć do tego, chociaż boli mnie jedna rzecz :( Boli mnie tak, że chyba wyjdę z siebie . ;x DLACZEGO NIE WIEM JAK WYGLĄDA ROSE ?!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jezu brak mi słów kocham !!!!! Tylko tyle mogę napisać ♡♡♡♡♡♡ haha

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudownie już nie mogę doczekać się następnego. Mam nadzieję że Justin szybko dojdzie i nic się nie stanie

    OdpowiedzUsuń
  6. Mogę czytać ten rozdział cały czas 💞

    OdpowiedzUsuń